• Wpisów: 405
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 15:59
  • Licznik odwiedzin: 466 512 / 3186 dni
 
tigro697
 
Dziewczyny, dziękuję za wszystkie zgłoszenia. Przez tematykę tego konkursu przypomniałam sobie jak wyglądały początki naszego "cycusiowania". Sądzę, że już niedługo powstanie post o faktach i mitach na temat karmienia :)

Wracając do konkursu, wraz z komisją w skład której wchodziła moja osoba i osoba mego męża wybraliśmy zgłoszenie od:
Oli (a.filipowska@poczta.onet.pl)

Całe zgłoszenie możecie przeczytać poniżej. Serdecznie gratulujemy, mamy nadzieję że taki wyprawowy zestaw przyda się do torby szpitalnej. Życzymy szczęśliwego i bezproblemowego rozwiązania :*

Basic_podklady_kladki_600x600(1).jpg



Zwycięzca:

Moje pierwsze dziecko karmiłam piersią, bo to ... naturalne. Choć na początku, po kilku dniach prób zaczęłam odnosić wręcz przeciwne wrażenie :/
Z góry zakładałam, że będę karmić piersią, bo to naturalna kolej rzeczy, bo chcę dać dziecku wszystko, co mogę, bo tyle mówi się o plusach mleka matki. Jednak najpierw wcale mi nie szło. W domu po pierwszej nocy mąż jechał do nocnej apteki po mleko modyfikowane, bo mały nie chciał ciągnąć, a coś jeść musiał.Ja nie chciałam zaprzepaścić szansy, więc kupiłam zwykły ręczny laktator by utrzymać laktację. Piersi miałam w strupkach, chyba każda mama na początku to przeżywa. Bolało potwornie, ale ze łzami w oczach stwierdziłam, że się nie poddam. Mąż wychodził z pokoju, bo jak ściągałam t strupki pękały, krew leciała, ja z bólu musiałam zapierać się nogami o szafę... I tak tydzień czasu ściągałam, karmiłam z butelki tym ściągniętym i dokarmiałam mm. W końcu pomogła mi położna środowiskowa - kazała użyć kapturków. I pomogło - synek miał za co załapać i rozpoczęliśmy karmienie tylko piersią. Nie powiem, było to uciążliwe. Co 2 godziny karmiłam, karmienia trwały nawet po 60 minut. Byłam uwiązana, nie mogłam się wyrwać, odpocząć. Na początku miałam dość, karmienie nie okazało się być tak wspaniałe jak to opisują czy jak to widać na obrazkach, gdzie jest radosna mama i wtulone w nią maleństwo... Jednak obiecywałam sobie, że dam radę, postaram się, oby tylko pokarmić synka choć 3 miesiące. Potem udało zgrać i zaczęłam te chwile odczuwać jako przyjemność, postanowiłam, że będę karmić do 6 miesięcy. Jednak w okolicach 5 miesiąca synek zaczął przy karmieniu się wiercić, odpychać, płakać. Szukając przyczyny zwiedziłam gabinety pediatry, neurologa, poradni laktacyjnej. Tak się zaparłam! W końcu musiałam się pogodzić z tym, że on po prostu z sobie tylko znanych przyczyn czasem nie chce. I tak przez 1,5 miesiąca  karmiony był mieszanie przy czym przez kilka tygodni ja miałam mega depresję. Każde danie mu butelki z mm to był mój płacz, nerwy, nieraz chyba z tego stresu leciała mi krew z nosa. I nie chodziło tylko o jego dobro, o to, że tyle mówi się o tym, że mleko matki jest najlepsze. Nie. W którymś momencie zaczęło chodzić o mnie. Czułam z synkiem taką więź, uczucie towarzyszące mi podczas karmienia było tak niesamowite, że płakałam na samą myśl o tym, że on nie chce i że zaraz się to skończy. Stopniowo synek cyckał coraz mniej, aż w końcu każde karmienie kończyło się mm. Po 6 miesiącu dopadło mnie jakieś zatrucie, przez 3 dni brałam silne leki i musiałam zdecydować co dalej. Pomyślałam, że może to zrządzenie losu, może to okazja by karmienie zakończyć. Bo przecież kiedyś trzeba będzie przestać i może być jeszcze trudniej. I tak się skończyła nasza przygoda z karmieniem. I tak sobie teraz myślę, że jestem szczęśliwa, że w ogóle było mi to dane, bo niejedna kobieta karmić nie może. A to, co mogłam zrobiłam, dałam synkowi wszystko i nie mogę mieć wyrzutów, że mogłam zrobić coś więcej. I chyba to jest najważniejsze - żeby matka się dobrze czuła, nie wyrzucała sobie nic, nie miała wyrzutów sumienia, które popsułyby te niezapomniane chwile z dzieckiem.

Pamiętam ile nerwów kosztowało mnie karmienie piersią. Zarówno na początku jak i na końcu. Mam nadzieję, że teraz, w drugiej ciąży uda mi się karmić moje dziecko, jak tylko długo będzie mi dane. Jednocześnie myślę, że będę już spokojniejsza, pewniejsza siebie i mniej będę przeżywać niepowodzenia i upadki...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków